Co czuliście pozbywając się góry niepotrzebnych rzeczy? Ulgę? Radość? Wyrzuty sumienia, że trzeba coś wyrzucić, co ''może się przydać''?
Jakich rzeczy było się wam najłatwiej pozbyć? Jakich najtrudniej? Mnie najtrudniej było się pozbyć UWAGA gazet.
Powstrzymywanie się od kupowania przychodzi mi dość łatwo, wyrzucanie to już trudniejsza sprawa. Tym bardziej, że muszę uważać, żeby z toną śmieci nie wyrzucić jakiegoś ważnego dokumentu.
Porządkuje, porządkuje i końca za bardzo nie widać. No cóż, było przez co przebrnąć. Uwielbiałam wywalać z torebki na szybko wszystko do szuflady, a z szuflady przerzucać to do pudła lub worka. I tak oto nazbierało się tak dużo rzeczy, że zaczęłam się w tym gubić.
Tony gazet, mnóstwo książek, ubrania w rozmiarach od s do xl (ach, te wahania wagi)
Ciężko było mi się zrelaksować, bo ciągle myślałam o tym, że czas na porządki.
Chce żyć wolna i odgracona :)